Pięć lat to już taka mała rocznica. A w zeszłym tygodniu odbyła się piąta edycja biegu Wings For Life World Run. Nie mogłam sobie odmówić i po raz piąty pobiegłam z całym Światem dla tych, którzy nie mogą. Znowu w fantastycznym Poznaniu. Każda z edycji miała w sobie coś nowego, wyjątkowego, więc teraz kilka słów ode mnie na temat Wings For Life World Run 2018.

Nie znam większego charytatywnego biegu na Świecie. Cała kwota z opłat startowych i datków zebranych przez fundacje przekazywana jest na prowadzenie badań nad urazami rdzenia kręgowego. Bo pytanie już nie jest „czy”, tylko „kiedy” uda się znaleźć skuteczną terapię w tego typu urazach. Przybliża nas do tego każda forma wsparcia i nagłośnienia tematu. I czy takie bieganie charytatywne nie jest najlepsze?

Obecnie chyba każdy z biegaczy wie co to za bieg. A ja czuję wewnętrzną dumę, że mogłam być częścią tego wydarzenia od samego początku, od 2014 roku. Od kiedy trafiłam w internecie na informacje, że jest to bieg całkowicie inny niż wszystkie. Wtedy jeszcze nie był tak rozpoznawalny jak teraz, a nowa formuła nie przemawiała do wszystkich. Jednak od samego początku chciałam spróbować jak to jest, kiedy nie biegnie się do mety, a to meta ściga biegaczy 🙂

20180506_133647
Poznań 2018 – oj jak było gorąco…

Z 2014 roku pamiętam tyle, że strasznie wiało, a na starcie stanęło kameralnie około 1200 biegaczy (w tym roku było nas 8 tysięcy!!!). Przebiegając wtedy 19 kilometrów, udało mi się prześcignąć Adama Małysza, którego meta dopadła wcześniej. Jeszcze wtedy nie wiedziałam, że w kolejnych latach to właśnie przed nim będę uciekać 🙂

Jeżeli chcielibyście poczytać, jak poznański bieg rozrastał się na przestrzeni poprzednich lat zachęcam do artykułu tutaj <klik-klik>. A moje wcześniejsze posty na blogu w tym temacie znajdziecie pod tagiem #WingsForLife, jeśli chcielibyście sobie coś przypomnieć.

A teraz wróćmy do roku 2018, gdy mój budzik w majową niedziele znowu zadzwonił o 4:39. W tym roku do Poznania zawiózł mnie pociąg InterCity i wcale nie byłam zdziwiona gdy w całym wagonie dominowały „biegackie” tematy rozmów. Pół Wrocławia i okolic jechało, aby pobiec z całym światem. W pociągu spotkałam też znajomych w parkrun Wrocław – Agnieszkę i Tomka, razem poszliśmy odebrać pakiety, a potem wzajemnie motywowaliśmy się przy kawie. Następnie pobiegłam na wspaniałe spotkanie z moją biegową rodziną, czyli najlepszą ekipą #BlogerzyBiegają. To właśnie jedna z okazji, kiedy możemy się wszyscy spotkać, czyli od biegu do biegu ❤

Po wspólnych zdjęciach, rozmowach i uśmiechach, trafiliśmy do stref startowych. Słońce już było wysoko, przecież to samo południe. A atmosfera coraz bardziej gorąca… W tym roku pojawiło się wiele zmian. Bo nowe miejsce startu z Międzynarodowych Targów Poznańskich, nowa zmodyfikowana trasa… jednak to co najważniejsze pozostało bez zmian: formuła mety biegu, charytatywna idea i Małysz w samochodzie pościgowym 🙂

Chwilę przed godziną 13 jeszcze tradycyjna „polska meksykańska fala” z transmisją na cały Świat i zaczynamy biec z samego centrum Poznania. Mamy pół godziny zanim ruszy za nami „catcher car”. Obok nas biegaczy, również zawodnicy na wózkach, to przede wszystkim dla nich jest ten bieg, więc „biegniemy” ramię w ramię 🙂

Na drugim kilometrze, na zakręcie widzę znajomego Krzysztofa (biegiemmarsz.pl). On mnie jeszcze nie widzi, ale ja go widzę 🙂 dobrze, że jest taki wysoki. Podbiegam, serdeczny uścisk i biegnę dalej. Usłyszałam, że będzie czekać jeszcze gdzieś na trasie. To było bardzo miłe, mieć takiego osobistego kibica, dziękuję 🙂

Potem trasa była bardziej znajoma, ponieważ zaczęła pokrywać się z trasą prowadzoną w poprzednich latach. Z Poznania tak samo jak wcześniej wybiegliśmy zmierzając w stronę Lednogóry i Gniezna. Chyba kiedyś wspominałam jak miło kojarzą mi się tamte okolice, ze względu na praktyki studenckie, na których byłam wiele lat temu 🙂

Było naprawdę gorąco, ale jadąc do Poznania wcale nie myślałam o kolejnych rekordach, tym bardziej, że 2 tygodnie wcześniej przebiegłam 60 kilometrów gdzieś na końcu świata. Z każdym kolejnym kilometrem na trasie, coraz bardziej uświadamiałam sobie jak bardzo może boleć bieganie po rozgrzanym asfalcie. To już chyba nie moja bajka… Więc Małysz dopadł mnie po 13 kilometrach (średnie tempo ok. 6 minut/kilometr).

20180506_144619
biegiemmarsz.pl tym razem na rowerze i jak to każdy bloger, ciągle w telefonie 🙂

Dobiegłam do Janikowa, gdzie znowu miałam okazje porozmawiać z Krzysztofem. Czasu mieliśmy nieco więcej, ponieważ razem z wieloma innymi biegaczami na autobus, który miał nas zawieźć na Targi czekaliśmy ponad godzinę… To trochę na minus dla organizatora, że tych autobusów na dystansie gdzie kończy największa ilość zawodników nie było więcej. Tłum czekający w pełnym słońcu z każdą kolejną upływającą minutą był coraz bardziej zdenerwowany…

20180506_164851.jpg

Jednak po dłuższej chwili oczekiwania, w końcu pojawił się autobus i ciągle żartując, z uśmiechem dotarliśmy na miejsce startu, aby zawiesić medale na naszych szyjach. Ten tegoroczny jest najpiękniejszy z całej kolekcji ❤

20180513_004148.jpg

Ufff…. udało mi się również nie spóźnić na powrotny pociąg do Wrocławia, ten w Poznaniu znowu zapełnił się innymi biegaczami. Wróciłam do domu późnym wieczorem i padłam, ale to najwspanialsze uczucie zmęczenia jakie znam 🙂

Pobiegłam i w przyszłym roku też pobiegnę, bo to bieg gdzie liczy się obecność. Pobiegnę, bo uwielbiam to uczucie, które mi wtedy towarzyszy. Bo pamiętam każdą chwilę kiedy wzruszałam się idąc przez Maltę w poprzednich latach. I to ściskanie w środku, gdy na tydzień przed biegiem w telewizji zaczynają pojawiać się krótkie wzmianki w wiadomościach. Bo kolekcje medali Wings For Life chcę mieć w komplecie 🙂

BB grup
#BlogerzyBiegają – zdjęcie podkradam z naszej grupy, bo jest zwyczajnie fantastyczne 🙂

ps. przez wydłużone oczekiwanie na powrotny autobus nie udało mi się zdążyć na „blogerskiego” pobiegowego burgera… ale jest tyle biegów w całej Polsce i na Świecie, że jeszcze będzie wiele okazji do spotkań 🙂 do zobaczenia ❤

Reklamy