Najdroższy Biegowy Pamiętniku,

w trzecią sobotę lipca, po raz trzeci przebiegłam Wielką Pętle Izerską (coś mam z tymi trojkami chyba – 33). A ponieważ była to bardzo fajna sobota, to opowiem Ci trochę 🙂

W ramach Izerskiego Weekendu Biegowego organizowanego przez TS Regle, oprócz Wielkiej Pętli w postaci półmaratonu, można było wybrać również jak w poprzednich latach Małą Pętle na 10 kilometrów lub nowość Mocną Piątkę – coś w sam raz na początek swojej biegowej przygody. I choć w ostatnim czasie stawiam głównie na dłuższe dystanse, to nie mogłam sobie odmówić 21 kilometrów po przepięknych Izerach ❤

Izerska sobota zapowiadała się jako bardzo długi dzień. Już z samego rana umówiłam się z Dawidem, że do Szklarskiej Poręby pojedziemy razem. A ponieważ on biegł na 5 kilometrów, to na miejscu startu musieliśmy być dużo wcześniej. Pogoda jak zwykle nie zawiodła i gdy w biurze zawodów zameldowaliśmy się kilka minut po godzinie 8, zaczynało się robić coraz bardziej gorąco. Drogi Pamiętniku, chyba pamiętasz nieco żartobliwe określenie wśród biegaczy, że to „Wielka Patelnia Izerska”. Zawsze jest gorąco, wkońcu to sam środek lata. Poza tym możesz jeszcze zajrzeć do moich poprzednich relacji z czwartej edycji tu <klik-klik> i z zeszłego roku tu <klik-klik>. Po poprzednich wpisach widać też jak bardzo zmieniło się moje bieganie i blogowanie 🙂 chyba na lepsze, co nie?

Pokręciliśmy się z Dawidem chwilę po stadionie i po krótkiej rozgrzewce ruszyliśmy na miejsce startu (chociaż jeszcze nie mojego). Tam podziwialiśmy widok na Szrenice i Śnieżne Kotły, wspominając zeszłoroczne Przejście dookoła Kotliny Jeleniogórskiej (to tam się poznaliśmy, na 55 kilometrze trasy 🙂 ). Miałam też okazję spotkać kilkoro znajomych, którzy również biegli krótsze dystanse. Życzyłam im powodzenia i powiedziałam, że będę czekać na mecie 🙂

Ruszyli, a ja wróciłam na stadion żeby przygotować się jeszcze do swojego biegu, no i kibicować wszystkim na mecie. Dawid przybiegł w czasie 25 minut – wariat! Mówił, że jest zadowolony, tym bardziej, że wcześniej skręcona kostka jednak dała radę. Potem razem pokibicowaliśmy wbiegającym z 10-cio kilometrowej Małej Pętli. I już zaraz trzeba było ruszyć na start mojej Wielkiej 🙂

Przed startem spotkałam jeszcze więcej biegowych znajomych. I tych z instagrama – Asia, miło było poznać 🙂 i moich ulubionych Biegających Blogerów – Ewa i Artur jesteście super! Więc żadnego przedstartowego stresu, bo razem sobie pożartowaliśmy, pośmialiśmy, wymieniliśmy biegowymi planami na najbliższe miesiące. Wiesz Pamiętniku, bardzo fajnie być częścią tej biegowej społeczności. Widziałeś kiedyś smutnego biegacza, wszyscy zawsze tacy pozytywni i uśmiechnięci, nawet jeśli mają przed sobą 14 kilometrów podbiegu pod Kopalnie Kwarcu Stanisław 🙂

Ruszyliśmy o 11:15, gdy największy żar zaczynał lać się z nieba. Ale co tam, biegniemy. Wiedziałam, że wynik 2 godzin z poprzednich lat jest dla mnie raczej odległy, ja po prostu miałam w planach świetnie się bawić i miło spędzić czas. Jak to określiła Ewa przed startem: „treningowo biegnę” 🙂

Ponieważ biegłam już po raz trzeci, to trochę pamiętałam jak kształtuje się trasa. I początek wcale nie jest taki zły, jest jakiś podbieg, trochę z górki, trochę po płaskim. Nie są to jednak takie podbiegi jakie pokazały mi jakiś czas temu Bieszczady, więc powoli i z uśmiechem można biec przed siebie. Z tego roku zapamiętam, że z dziewiątego kilometra trasy jest już tylko 140 kilometrów do Pragi, to już całkiem niedaleko. A tak pozwiedzać kiedyś Pragę na biegowo – marzenie…

Jak myślisz Drogi Pamiętniku to dobrze, czy źle biec tą samą trasą którą już się zna z poprzednich lat? Pewnie wiele można przypisać na plus, bo w pewien sposób mogłam sobie rozplanować siły i wciągnięcie jednego żela przed tym mega podbiegiem pod najwyższy punkt trasy przy Kopalni. Wiedziałam, że już stamtąd prosta droga w dół, do samej mety. I zbieg, zbieg, zbieg… chociaż ten pokonywany bardzo ostrożnie, aby zęby, kolana czy łokcie nie trafiły do remontu 🙂

Nie mówię też, że nic mnie na trasie nie zaskoczyło. Bo te kamienie zaraz za Kopalnią to nie wiem skąd się wzięły. Albo mam bardzo wybiórczą pamięć, albo ktoś je tam cały rok znosił, żeby nie ułatwić nam zadania.

IMG_20180721_125946

Jednak najtrudniejsze zadanie zostaje jeszcze na koniec. Gdy po długim, długim zbiegu, przed samym stadionem wyrasta jeszcze jeden podbieg, może nie długi ale na zmęczonych nogach, to ciężka robota do zrobienia. I wstyd nie biec, gdy na zakręcie pojawiają się dopingujący kibice, dlatego na stadion wbiegam na nogach z betonu. Ostatnie kilkadziesiąt metrów po bieżni, to już uśmiech i jedna myśl, żeby nie potknąć się na ostatniej prostej 🙂

Na metę wbiegam w czasie 2 h 18 min 54 sek. I to wcale nie wstyd, bo mówię Ci Pamiętniku wcale lekko nie było, a ja w sumie w pełnym treningu, hihi 🙂

Organizatorzy jak zwykle nie zawiedli, w pełni się nami zaopiekowali i dopieścili. Punkty odżywcze, woda, fantastyczny arbuz na mecie. Może wkońcu też dadzą się namówić na dystans pełnego maratonu podczas kolejnej edycji. Mogłaby to być Mega Pętla, a ja z przyjemnością pozwiedzałabym 42 kilometry Izerskich szlaków 🙂

To była bardzo fajna sobota. Dziękuję wszystkim za towarzystwo na miejscu oraz wsparcie zdalne na odległość. Dzięki Wam nawet zwykły dzień może stać się wyjątkowy. Dlatego już nie mogę się doczekać kiedy znowu się spotkamy i gdzie tym razem ❤

I tak jak Ci wcześniej wspominałam Pamiętniku. To dopiero Izerska Rozgrzewka, w sierpniu szykuje się coś ultra fajnego – również w Górach Izerskich, więc trzymaj kciuki, a potem opowiem Ci o wszystkim 🙂

Ściskam gorąco

Katarzyna

Reklamy