Skoro już ktoś kiedyś ustalił, że jeden rok kończy się w grudniu, a od stycznia zawieszamy nowe kalendarze, to symbolicznie możemy sumować, układać, porządkować. Co takiego ciekawego wydarzyło się w tym starym roku i z czym startujemy się w ten nowy?

We wcześniejszych podsumowaniach na blogu odmieniałam słowo „życiówka”. Ale czy właśnie poprawienie kolejnej życiówki jest wyznacznikiem sukcesu? Zdania na pewno będą podzielone. Jedni będą biegać dla życiówek, a inni dla wspomnień. Moje stare życiówki pozostają bez zmian, za to rok 2018 był pełen wyzwań, pokonywania własnych słabości i przekraczania kolejnych granic, przede wszystkim w długości i czasu pozostawania na trasie…

personal best 2018

5K

To tradycyjnie szybkie piątki w ramach parkrun głównie we Wrocławiu. I aż spojrzałam na zestawienie swoich wyników, kiedy ostatnio pykła najszybsza. Było to 30 kwietnia 2016. Jakoś niespecjalnie martwi mnie to, że od dawna nawet się nie zbliżyłam do tych 23 i pół minuty, bo przecież w każdy sobotni poranek świetnie się bawię, czasem również jako wolontariusz. A swoje kilometry i tak dokręcam najczęściej po parkrunie 🙂

10K

Jakoś tak się nie złożyło i nie miałam okazji pobiec żadnego oficjalnego biegu na dychę, bo zawsze po drodze wypadał jakiś maraton. I jak pisałam wcześniej, to nie jest mój dystans, a jeżeli już mam gdzieś biec, to zdecydowanie bardziej lubię dłużej i dalej 🙂

PÓŁMARATON

21 kilometrów to już jakiś konkret, ale ciągle tylko połowa maratonu. Więc półmaraton wpadł jeden i tylko dlatego, że był górski. Trzeci rok z rzędu pobiegłam Wielką Pętle Izerską, bo tak bardzo lubię tamte okolice. Ale już na kolejną edycje raczej się nie skuszę, bo organizatorzy ciągle nie chcą się namówić na podwojenie dystansu 🙂

MARATON I ULTRA

Noooo…. wcześniejszy rok (2017) minął pod znakiem połówek, a 2018 to przede wszystkim dystanse królewskie i te ultra królewskie, więc sumuje je razem. Maratonów było 3 (górski, asfalt i offroad), a ultra aż 4 (30 mil z nawigacją własną, lisie 60, Rzeźnik i Jakuszycki). Siedem. Siedem biegów na długim dystansie w ciągu roku. Każdy inny i wyjątkowy. I właśnie to tak bardzo przypadło mi do gustu, żeby było długo i daleko 🙂

MOJA KOTLINA 2.0

I pewnie przez to „długo i daleko” zdecydowałam się, aby po raz drugi okrążyć Kotlinę Jeleniogórską. Wcale nie szłam ze spokojną głową jak napisałam na początku zeszłego roku, bo Kotlina okazała się jeszcze bardziej wymagająca. Warunki pogodowe i zmęczenie sprawiły, że momentami szłam ze łzami w oczach, a na Gorze Szybowcowej chciałam googlować frazę: odparzenia martwica amputacja… Wiem jak bardzo nierozsądne było iść pomimo wszystko. Ale Kotlina ciągnie, bardzo. I w nadchodzącym roku też chciałabym jakąś Kotlinę odhaczyć, choć jeszcze nie zdecydowałam jaką i w jakim formacie 🙂

btf
03.01.2019

I ciekawostka, bo początek roku to też moje blogowe urodziny. Czy ktoś pamięta, że pierwszy post zamieściłam 6 stycznia 2016? Pewnie nikt, bo oficjalnie przesłałam link później. Jednak z każdym kolejnym miesiącem jest mi niezmiernie miło, że cały czas mnie czytacie, mam nadzieje, że bardzo nie zanudzam i cały czas mogę Wam zaproponować coś nowego. To moje blogowanie na przestrzeni tego czasu też się nieco zmieniło. Dlatego mam ogromną nadzieje, że nadal mogę liczyć na Wasze towarzystwo, wsparcie i miłe słowo 🙂

Za Was też trzymam kciuki ❤

Do zobaczenia na trasie!

Reklamy