Zimowy Maraton Świętokrzyski zaczyna się od niezłego sprintu!! Sprintu, ponieważ na zapisach trzeba być naprawdę szybkim, a te każdego roku rozchodzą się w kilka minut. Mimo tego, że była to dopiero czwarta edycja, to impreza ta już znalazła sobie grono fanów i stałych bywalców. Udało się i nam. Razem z Kasią trafiłyśmy na listę pięciuset szczęśliwców ❤

Na kilka dni przed startem sprawdziłam jeszcze stronę organizatora, gdzie została opublikowana oficjalna trasa tegorocznej edycji (co roku jest inna – taka dodatkowa atrakcja). Przecierałam oczy z niedowierzania gdy zobaczyłam 48 i pół kilometra oraz ilość przewyższeń, bo profil trasy też przyśpieszył bicie serca. Miało być tak jak lubię, czyli długo i daleko! Nie wiem tylko jak zapatrywała się na to Kasia, dla której miał być to maratoński debiut 🙂

IMG-20200121-WA0002
na trasie (okolice Miedzianki) – fot. Patryk Ptak

Ruszyłyśmy naprzeciw tej maratońskiej przygodzie i do Chęcin w świętokrzyskim przyjechałyśmy w piątek. Rozejrzałyśmy się trochę po okolicy, zajrzałyśmy do Królewskiego Zamku, a popołudniu odwiedziłyśmy biuro zawodów w Europejskim Centrum Edukacji Geologicznej (ECEG) w Korzecku. Wracając już z numerami i mapkami, po drodze trafiłyśmy na dwie osoby z ekipy organizatora, którzy oznaczali końcowy fragment trasy. I ta końcówka po schodach zapowiadała się naprawdę ostra! Ale o tym jeszcze później 😉

Start zaplanowany był na sobotę, godzina 7:30. Wcześnie, ale impreza ta organizowana przez oddział PTTK skierowana jest nie tylko do biegaczy, lecz również do piechurów, dla których ten limit czasu też trzeba trochę wydłużyć, co by nie musieli wracać o północy 🙂

Mimo bardzo wczesnego i mroźnego poranka, w strefie startu było bardzo ciepło i wesoło. Udało mi się też spotkać Darka, z którym na niejednym już biegu się mijałam. Później też trochę biegliśmy razem, ale Darek przyśpieszył aby szybciej dobiec do ciastek na jednym z punktów odżywczych… Jeszcze tylko grupowe zdjęcie wielkiej świętokrzyskiej rodziny i możemy lecieć. Założę się, że z innych biegów nie macie takiej wspaniałej pamiątki ❤

Ruszyliśmy najpierw szerokim szpalerem całą szerokością drogi, a zaraz potem gęsiego wąską ścieżką przez las i rezerwat Góry Rzepka, gdzie wyrosło przed nami pierwsze z fajniejszych podejść. Całą grupą obiegliśmy dookoła ECEG i zbiegaliśmy w dół w promieniach zimowego wschodzącego słońca. I choć śniegu w tym roku nie było, to łąki były białe od zmrożonego szronu 🙂

Trasa prowadziła raz w górę, raz w dół, nie było mowy o nudzie. Przez Grzywy Korzeczkowskie i Grząby Bolmińskie dotarłyśmy do pierwszego punktu kontrolnego. Pora na trochę ciepłej herbaty, ciastko, kawałek sera i można biec dalej. Przez okoliczne mniejsze miejscowości, pola, łąki i lasy… Po drodze mijamy Jaskinię Piekło Milechowskie. Pewnie gdzieś tam jest to podejście, które pokonuję podpierając się na rękach. W myślach tylko śmieje się do siebie, że śnieg byłby tutaj dodatkową atrakcją 😉

Wpada dystans półmaratonu w jakieś 3 godziny gdzieś pośrodku mało zimowego zielonego lasu, a kawałek dalej Kasia pokazuje mi ogromną górę, gdzie na szczycie widać innych biegaczy niczym małe mrówki. I uwierzcie, że warto było się tam wdrapać. To Miedzianka, całkiem wysoko i skaliście. Wspominam tylko, że zaczyna mi burczeć w brzuchu, więc szybko zbiegamy do kolejnego punktu odżywczego w Muzealnej Izbie Górnictwa Kruszcowego.

Na punkcie nie skusiłam się aby spróbować „herbatki prezesa”, bo nie wiem czy dała bym radę przebiec kolejne 20 kilometrów, jednak kruche ciastka popite słodką colą smakują mi za każdym razem. Wybiegłyśmy z punktu i powoli zbliżałyśmy się do mojego kilometra numer 33 w jakiś chaszczach. Gdzieś tam był też trzeci punkt kontrolny, samoobsługowy. Odhaczamy się na numerach i zaczynamy zbiegać 🙂

Czuć już to zmęczenie ciągłymi podbiegami i zbiegami. Pod nogami podłoże też całkiem urozmaicone, bo raz skały i kamienie, a innym razem piasek niczym na plaży. Odliczamy kilometry do kolejnego punktu odżywczego, bo to zawsze okazja na coś dobrego i aby złapać trochę oddechu. Kawałek dalej Kamieniołom Stokówka i to właśnie to miejsce tak bardzo mnie oczarowało.

IMG-20200121-WA0003
Stokówka – fot. Magdalena Sedlak

Raj dla skałkowych wspinaczy, a skały te w jaskrawym miedzianym kolorze, zachwycały z każdym kolejnym krokiem. Do tego trzeba było się wdrapać na górę i przy krawędzi urwiska biec dalej. Mam ogromną nadzieje, że uda mi się tam jeszcze kiedyś trafić ❤

Przy Jaskini Piekło Skibiskie wyrosło kolejne i na pewno nie ostatnie całkiem ostre podejście. Tam też wpadł dystans maratonu, który pokonałyśmy w czasie nieco ponad 6 godzin, ale kto by tam liczył. Odhaczamy się na piątym punkcie kontrolnym i biegniemy dalej, bo to już odliczanie ostatnich kilometrów do mety 🙂

Wybiegając na bardziej otwarte przestrzenie pól i łąk, Kasia głośno pytała: „no gdzie ten zamek?” I faktycznie, ten na horyzoncie pojawił się chwile później. Lecz mimo kilku kilometrów do mety, wydawał się bardzo odległy. Jednak krok za krokiem, coraz bardziej zbliżałyśmy się do Chęcin i tą drogę przez centrum też już miałyśmy okazje poznać wcześniej. Więc jeszcze na koniec zostało zdobycie Góry Zamkowej, na którą prowadziła ta niezliczona ilość schodów. A sami wiecie jak zmęczone nogi na takie schody reagują 😉

Ale za to kawałek dalej było już z górki i rozpędem prostą drogą do mety przy ECEG. Dotarłyśmy kilka minut przed godziną 15. Ale na mecie nie ma wygranych i każdy jest zwycięzcą. Minęło 7 godzin i 26 minut (to czas łączny, bez żadnych pauz na „pit-stopach”). Ja dopisuje kolejny bieg na długim dystansie, a Kasia zalicza swój maratoński debiut, który okazał się bardzo górski i bardziej ultra. Dobra robota!

IMG-20200121-WA0001
META – fot. Patryk Ptak

Ale meta to jeszcze nie koniec! Bo całe oficjalne zakończenie i gala medalowa Zimowego Maratonu Świętokrzyskiego odbywa się kolejnego dnia w niedzielny poranek, gdy już wszyscy dotrą na metę i chwilę odpoczną. Wpadłyśmy i my. Było fajne podsumowanie, kilka zdjęć z trasy i podziękowania. Wszyscy jak w jednej wielkiej rodzinie i jest mi bardzo miło, że w tym roku mogłam być razem z Wami ❤

Na koniec składam ogromne wyrazy uznania dla organizatorów i wszystkich wolontariuszy zaangażowanych w przygotowania tej imprezy. Wielkie DZIĘKI!! I obym nic nie pomyliła w moim opisie trasy, ale nic straconego, bo dostałyśmy z Kasią przewodniki po okolicy. Znaczy się, że jeszcze dokładniej pozwiedzamy przy następnej okazji.

IMG-20200122-WA0004
okolice Miedzianki – fot. Zbyszek Borowiec

Innym biegaczom i piechurom dziękuję za każdy uśmiech i kilka słów wymienionych na trasie, bo zawsze to miło pobiegać w towarzystwie. Miejmy nadzieje, że w przyszłym roku uda nam się spotkać w jeszcze większym gronie i pozwiedzać jeszcze fajniejsze zakątki Gór Świętokrzyskich ❤

Ja już zaczynam trenować szybkość klawiatury, aby wklikać się na listę piątego Zimowego Maratonu Świętokrzyskiego!!

Do zobaczenia 🙂

ps. dziękuję też za wszystkie zdjęcia z trasy, bo dzięki nim moja relacja wydaje się jeszcze fajniejsza 😉